tromso blog

Twój nowy blog

9:00 Taksówka na lotnisko
10:50 Tromsø – Oslo

posesja

Brak komentarzy

Wczoraj zdałem ostatni egzamin – do końca lutego wakacje. W sobotę lecę na pięć dni do Oslo, w przyszły czwartek wracam do domu.

Mørketid

1 komentarz

Zaczęło się. Noc polarna. Następnym razem słońce zobaczę 15 grudnia w Oslo (jeśli nie będzie chmur). Widziałem je ostatnio prawie dwa tygodnie temu – mimo że formalnie przekraczało jeszcze linię horyzontu, wędrowało tak nisko, że cały czas zasłaniały je góry otaczające Tromsø. Do tego wszystkiego zaczęła się sesja i już na nic nie mam czasu.

Noc polarna na wikipedii.

nowe fotki

Brak komentarzy


1911729639_e1d9ae0135.jpg

czas zimowy

1 komentarz

Ostatnio było pracowicie. Odkładanie wszystkiego na ostatnią chwilę zemściło się na mnie po raz kolejny, a wysiłki na rzecz lepszego wykorzystywania czasu przyniosły zauważalny efekt dopiero teraz. Choć nie wiem, czy nie jest za wcześnie, żeby mówić o efektach.

Z dobrych wiadomości – zaliczyłem wreszcie rok. To znaczy oddałem ostatnie zaległe raporty i eseje. Poza tym mój tekst pojawił się na polskawybiera2007. Polecam.

Robi się coraz ciemniej – a właściwie krócej świeci słońce. Dzisiaj trwało siedem godzin. Za dwa tygodnie zostanie niecałe pięć. A za miesiąc słowo dzień w ogóle przestanie być w tym miejscu stosowane. Zaczynam to czuć, choć nie tak bardzo, jak niektórzy znajomi (np. 5 dni bez snu pod rząd). Myślałem, że brak słońca powoduje przede wszystkim senność, ale jednak czasami działa to zupełnie odwrotnie. Dzięki dobrej higienie snu jakoś się trzymam i na razie jest całkiem nieźle. Mam nadzieję, że ciemny czas (jakoś tak mówią w Tromsø na noc polarną) mnie nie obezwładni.

Pracy jak dotąd nie znalazłem. Od poniedziałku (czyli właściwie od dzisiaj) zaczynam ponowne poszukiwania. Nawet miesiąc zmywania podłóg albo sprzątania kibli opłaciłby mi się przy tutejszych stawkach za godzinę. Czyli się nie poddaję.

W środę przyjeżdża siostra. Może gdzieś się wybierzemy – raczej nie skończy się na zwiedzaniu samego Tromsø, nie ma tu aż tak dużo do zobaczenia.

Ciągle piszę, że będę się starał o częstsze aktualizacje, a wychodzi, jak wychodzi. Ostatnio nie miałem czasu, ale teraz jest go trochę więcej, więc będę się starał bardziej.

.

1 komentarz

1489112631_c0bea5807f.jpg

Brak komentarzy

Ja wiem, jest przestój. Niedługo nadrobię. A tymczasem chciałbym polecić:


http://polskawybiera2007.blox.pl/html

można się zdziwić się, proszę państwa, ale miesiąc już minął, od kiedy ostatni raz polską ziemię na oczy widziałem. mniej niż cztery miną, nim znów ją zobaczę. i nie tylko ją. tak, napawa mnie lekkim przerażeniem ta okoliczność nieprzewidziana. no bo jak to? miesiąc już? jak w mordę strzelił, muszę powiedzieć. miesiąc, nic nie poradzę. uwiera to wszystko, co miałem robić, w wyrzutach leniwego sumienia. trzeba się sprężać, bo czas leci, a rok przecież nie zaliczzony, a nic nie skończone, wszystko ledwie zaczęte. od jutra, od jutra – wiecie, jak to jest. więc jak (od) wczoraj chciałem uaktualnić bloga, to internet wysiadł na całym uniwerku i we wszystkich akademikach. kłody pod nogi, wszędzie pod górkę, wiatr w oczy, i tak dalej.

tęsknię za karkóweczką, owszem, ale nie jest tak źle, paczka z domu przyszła, znów mogłem posmakować najlepszych kiełbas na świecie (jak mówił Artur – portugalczyk i nasz wielorybi przewodnik – mieszkańcy północy – a tyczy się to zarówno skandynawów, jak i brytyjczyków i amerykańców – na robieniu wędlin się nie znają). ale starczy o jedzeniu.

1334777561_49dcf66b58.jpg

no to wieloryby, czyli whale safari. ruszyliśmy w ostatnią sobotę o ósmej rano. pogoda piękna, więc w drodze na wielorybie żerowisko zrobiłem mnóstwo zdjęć, głównie okolicznych gór. potem z cichych i spokojnych fiordów wypłynęliśmy na otwarte morze, co zaowocowało kotłowaniną w żołądkach. rozważniejsi wzięli tabletki przeciw chorobie morskiej – tym razem nie zamierzałem igrać z falami, więc ostatecznie nie wiem, czy bez wspomagania byłbym w stanie utrzymać śniadanie w żołądku. byli i tacy, którym nie udało się to nawet mimo faszerowania się prochami. współczujemy.

wielorybów spotkaliśmy czterech. luźni chłopcy – leżą, parskają, a potem nurkują i tyle ich widać. na stronę wrzuciłem tylko dwa najlepsze ujęcia. jak widać – i tak niewiele z wody wystaje. no cóż – wieloryby nie zwykły machać płetwą do turystów przeszkadzających im w oddychaniu.

nie imprezuję, bo mam się uczyć, ale głównie śpię – na wielu długość tutejszego dnia (który jednak się skraca) działa pobudzająco, nie mogą spać. ze mną jest odwrotnie – śpię po 10 godzin na dobę. codziennie obiecuję sobie, że wstanę o 8, a śpię do 11. miesiąc po przyjeździe – ostatni moment, żeby wziąć dupę w troki.

żeby nie było, że tylko się obijam. przepracowałem już całe pięć godzin – bez możliwości dalszej współpracy. inwentaryzowaliśmy Remę 1000 w centrum. ale mam już pozwolenie na pracę, a w przyszłym tygodniu dostanę tax card i zaproszenie na job interview do Burger Kinga. trzymajcie kciuki.

pozdrowienia z Tromsø

upgrade

3 komentarzy

Po pierwsze trochę nowych zdjęć. Z dzisiejszej wycieczki po okolicy i wczorajszej kolacji pożegnalnej, którą przygotowała Paulina z Niemiec. Wyjeżdżając zostawiła mi swój całkiem niezły rower. Dostałem też dzisiaj residence permit, który uprawnia do pracy na pół etatu. Dobry wstęp do drugiego etapu poszukiwań. Wszystkie Polki pracę już znalazły – głównie w hotelach. Z facetami jest znacznie gorzej – żaden z nas nie pracuje. Dyskryminacja, prawda?

Nowe zdjęcia zrobiłem akurat w ciągu jednej z nielicznych przerw w padającym ciągle deszczu. Do deszczu trzeba się po prostu przyzwyczaić. Niektórzy Norwegowie nie noszą nawet kurtek. Ja już niedługo zakładam szalik i rękawiczki. Temperatury wahają się ostatnio między 5 a 10 stopni w dzień. Ile jest w nocy, wolę nie sprawdzać.

Zajęcia zaczęły się dość ciekawie, na jednych na pewno będzie co robić, bo prowadzący jest Anglikiem. Jeśli chodzi o resztę, to widać, że Norwegowie nie lubią się przemęczać. Biorąc pod uwagę fakt, że za jedne semestralne zajęcia dostaję 10 ECTS, mogę powiedzieć, że same studia nie zajmą mi tu zbyt wiele czasu.

Na dziś tyle, postaram się częściej.

Tęsknie za…

Wreszcie się trochę spiłem. Ale od początku. Polaków czterech na erasmusie mamy, trzech Michałów, czwarty ja. Jeden z Michałów urodziny miał, więc wódka, z Polski jeszcze przywiezona, polała się strumieniami. To znaczy, że można było nareszcie poczuć alkohol w głowie. W nogach też – prawie.

Nie chodzę tylko i wyłącznie na polskie imprezy – przecież nie o kultywowanie jedności narodowej w Erasmusie chodzi. W środę był więc wypad z Francuzami i Hiszpanami do „drivu” (klubu studentów UiT), kilku nawet namówiłem na wódkę. Kultywowanie stereotypów? Może. A może to po prostu żaden stereotyp i lepiej walczyć z wizerunkiem Polaka – niekumatego robola, wódkę uznając za dobrą narodową tradycję.

Trochę się zadomowiłem, załatwiłem większość formalności, poznaję wyspę, zaczynam chodzić na skróty. Pracy nadal nie mam, ale mam nadzieję, że ten stan nie potrwa długo. Roweru też jeszcze nie zdobyłem – a rower wydaje się ważny, bo nie wszędzie można dojechać autobusem. (By the way – bilet miesięczny kosztował 190 zł :P).

Prawie wszyscy pytają o Norweżki. „No Oskar, jak tam Norweżki, hm hm?” i takie tam. No to mówię – ładne. A i podobno chętnę – sprawdzał nie będę, ale jak chcecie, to na Orneveien 12 m. 104 (9015 Tromso) jest zawsze jedno miejsce na podłodze – wpadnijcie i przekonajcie się sami.

No właśnie – pioruńsko jest drogo. Jałmużnę można wpłacać na moje polskie konto, numer na żądanie wyślę mailem :P

A wracając do tematu – niby miała być pościel, a nie ma – chcieli, żebyśmy zapłacili 300 koron za komplet, więc sypiam w śpiworze, bluzę podkładam sobie pod głowę i boleję nad tym, że dzisiaj w niej zmokłem, bo nie mam na czym spać.

Pada – pada często i rzęsiście, ale raczej mży niż leje – czyli gęsto, ale nie tak dużo. Moknę i się przyzwyczajam. Coraz ciemniej też się robi. Noc wreszcie wygląda jak noc, choć krótko. Tyle o pogodzie.

No i w ogóle już mi się nie chce. Dobranoc Państwu.


  • RSS